Bezduszność czy bezdenna głupota?
Wielka tragedia, jaka spotkała mieszkańców stanu Wiktoria 7-go lutego br., śmierć wielu ludzi spowodowana pożarami, olbrzymie straty materialne i psychiczne wśród tutejszej społeczności, poruszyły serca i sumienia.
Cała Australia zareagowała natychmiast. Ludzie słali pomoc ze wszystkich stron, każdy tak jak potrafił i na ile było go stać, gdyż pomoc była w tamtych dniach priorytetem. Jednak czy dla wszystkich?
Już po dwóch dniach od „czarnej soboty” polska stacja radia SBS w Melbourne zaczęła nadawać apele o pomoc dla ofiar pożarów, skierowane do polskiej społeczności. Zorganizowano radioton, czyli zbiorkę pieniędzy. Telefonicznie przyjmowano zgłoszenia od darczyńców. Nawiasem mówiąc, przy telefonach w polskiej stacji nie pojawiła się ani jedna osoba z Federacji Wiktoriańskiej, ani jedna osoba z „reprezentacyjnego ciała”, z grupki krzyczących o swym społecznikowskim powołaniu członków Prezydium Federacji. Byli tam natomiast pracownicy i wolontariusze Biura z Footscray, z jego dyrektorem Elą Drozd na czele. Nie było też nikogo z naszego ponoć opiniotwórczego ciała - „Tygodnika Polskiego”.
W tym bowiem czasie, kiedy inni poświęcali wszystkie swoje siły, aby pomóc w opanowaniu tragedii, redakcja Tygodnika całym swoim intelektualnym wysiłkiem skoncentrowana była na wyszukiwaniu przedruków z polskich gazet i zamieszczaniu treści dotyczących dawno przebrzmiałych wydarzeń.
Do tego Czytelnicy Tygodnika dawno już przywykli więc, wydaje się, że tzw. Redakcja zaskoczyć nikogo nie może. A jednak!
Mnie nie tylko zaskoczyła, ale przede wszystkim oburzyła swoją bezdusznością. Otóż, dnia 9 lutego rano otrzymałam telefon z polskiej stacji radia SBS z prośbą o wystosowanie apelu do polskiej społeczności w sprawie pomocy dla ofiar sobotniej tragedii. Apel ten nagrany został przez telefon tego samego dnia.
Pozwolę sobie w tym miejscu przytoczyć jego treść:
APEL O POMOC DLA OFIAR POŻARÓW W WIKTORII
Szanowni Państwo,
Trudno jest prosić o pomoc. Jednak są chwile, kiedy nasza polska solidarność przemawia silnym glosem. Bądźmy znów solidarni! Pomóżmy ofiarom pożarów w Wiktorii! Pomóżmy dzieciom, ich matkom i ojcom, którzy są bezradni, bo w ogniu utracili wszystko. Pomóżmy rodzinom zmarłych i poparzonych!
Proszę o to nie tylko z ramienia Zarządu mojej organizacji – Australijsko - Polskiego Towarzystwa Historycznego w Melbourne, ale także we własnym imieniu.
Znów, po raz kolejny okażmy się Polakami, ludźmi, którzy umieją pomagać innym w potrzebie.
Monika Wiench
Wiceprezes APHS
Zdecydowałam, że aby Apel ten miał jeszcze większy zasięg, zgłoszę się do Tygodnika Polskiego o umieszczenie go w najbliższym numerze, co też uczyniłam.
Sytuacja była przecież wyjątkowa i nie czas na wzajemne pretensje czy uprzedzenia.
Jakież było moje zdziwienie, gdy po odczytaniu tych kilku zdań mojego Apelu usłyszałam od p. Ziuty Jarosz, że „ się zastanowi, pomyśli, i w ogóle nie wie, ...” „może ten tekst zostanie wykorzystany w Tygodniku, może nie, może tylko jako pomysł...”
Argumentem był fakt, iż....”do tej pory nie dostaliśmy nic takiego od żadnej z wiodących organizacji, ani od Rady Naczelnej, ani Wiktoriańskiej Federacji...”
Proszę sobie wyobrazić jakość tego argumentu wobec ludzkiej tragedii, jaka objęła nie tylko nasz stan ale przecież całą Australię.
Smutne, oburzające. Czy głupota, brak moralnego kręgosłupa, etyki, wrażliwości na ludzką krzywdę i po prostu SERCA, nie ma granic? Widocznie nie, bo w opisany wyżej sposób zareagowala Polka - katoliczka, która w kościele jest w każdym tygodniu, skupiona na modlitwie. Tylko o co się wówczas modli? Bo można mieć pewność, że nie w intencji innych.
Monika Wiench
21/02/09